Krzyż w Piekarach świadkiem historii

Przejeżdżając przez różne miejscowości naszej gminy, możemy napotkać stojące przy drodze kapliczki czy krzyże. Zdarza nam się wtedy skłonić głowę lub też uczynić znak krzyża. Czy jednak zastanawiamy się, skąd ten obiekt się wziął, jak się znalazł w danym miejscu, jaka jest jego historia?

Być może kilka osób zada sobie te właśnie pytania, jednak często bywa tak, że trudno jest uzyskać na nie odpowiedź, bo kapliczka albo też krzyż przydrożny stoi już tak długo, że nikt nie pamięta, kto go postawił i kiedy. Może się zdarzyć, że nie ma już mieszkańców, którzy by znali jego historię i przytoczyli ją.

Dlatego warto słuchać i poznawać opowieści o dawnych czasach, które nadal żyją w teraźniejszości, żeby wiedzieć o swoim małym świecie jak najwięcej. Jedną z takich właśnie historii spisał jako wspomnienie dla potomnych w listopadzie 1997 roku pan Stefan Filipek z Piekar. Dotyczy ona przydrożnego krzyża stojącego w jego rodzinnej miejscowości.

Pan Stefan tak rozpoczyna swoją relację utrwaloną na zwykłej kartce papieru: „Jako młody chłopiec (w wieku 5 lat) pamiętam, jak przed domem na łące Majewskiego Bernarda były budowane dwa krzyże przydrożne. Po wykonaniu tych krzyży zrobiono małe rusztowanie drewniane nad ziemią i pomalowano farbą olejną koloru żółtego. Zakończenia górne, jako ozdoba, miały wmontowane szklane gaiki, które błyszczały w promieniach słonecznych. Na krzyżach w dolnej części był wyryty rok 1912”. Jest to bardzo ciekawy opis, choćby ze względu na to, iż pokazuje, z którego roku jest krzyż, a także przedstawia po kolei etapy jego powstania.
W dalszej części jest mowa o uroczystym poświęceniu obu krzyży przez księdza w letnie, niedzielne popołudnie oraz o przeniesieniu ich przez mieszkańców Piekar na własnych barkach na miejsce im przeznaczone. Jeden został posadowiony przy drodze koło posesji Antoniego Pietrasa (obecnie własność Henryka Cicheckiego), gdzie dzisiaj znajduje się kapliczka.
Drugi z krzyży został zaniesiony na koniec wsi i wkopany przy domu Józefa Filipka, dziadka Izydora.
Trzeba wspomnieć, że wszyscy przechodzący i przejeżdżający obok krzyża, zgodnie z katolickim zwyczajem, z szacunkiem zdejmowali czapki czy żegnali się. Nawet córki właściciela majątku ziemskiego z Mąkolic, kiedy mijały w swoim powozie krzyż, również tak czyniły. Jeśli akurat rozmawiały, to na chwilę cichły głosy i panienki wykonywały gest krzyża.

Pan Stefan przywołuje dalej rok 1944, czyli czas II wojny światowej. W czerwcu, dokładnie w dzień świętych Piotra i Pawła, mieszkańców wsi Piekary spotkało wielkie nieszczęście – cała ludność została wysiedlona przez hitlerowców. Na ich miejsce przyjechali Niemcy. Tak relacjonuje to jako świadek wydarzeń: „Do gospodarstwa Filipka Józefa przywiozły wozy konne urządzenia gospodarcze i meble volksdojcza Bajznera. Nie podobało mu się, że przed jego domem stoi krzyż, i postanowił go usunąć. Przy samej ziemi odcięto krzyż i wyniesiono za stodołę z przeznaczeniem na belkę obrotową do kieratu”. Na szczęście nie udało się krzyża przerobić na zwykły drąg i kiedy wojska hitlerowskie poniosły klęskę, a wojna dobiegła końca, mieszkańcy wsi powrócili do swoich domostw i postanowili umieścić krzyż w dawnym miejscu. Tak też się stało, a krzyż stoi tam do dzisiaj, chociaż jest krótszy i nie ma szklanych ozdób, gdyż zostały zniszczone.

W 2005 r. na miejscu stojącego krzyża kapliczkę wybudował obecny właściciel Adam Filipek (syn Izydora), a krzyż został przesunięty o dwa metry dalej i stoi do dziś.

Krzyż jest piękną pamiątką wiary przodków, ale miejmy nadzieję, że jego solidne dębowe drewno przetrwa jeszcze wiele, wiele lat dla kolejnych pokoleń, w myśl słów Stefana Kardynała Wyszyńskiego: „Był las, nie było was – i nie będzie was, będzie las”. Trzeba mieć wielką nadzieję, że cała historia krzyża z Piekar będzie dalej przekazywana i wciąż żywa. Skoro jednak przez wszystkie lata o krzyż troszczyli się mieszkańcy gospodarstwa, przy którym się znajduje, dekorowali i dekorują nadal kwiatami, śpiewają przy nim pieśni i modlą się, należy wierzyć, że przetrwa jeszcze długie lata.

(materiał dostarczył Wojciech Filipek)